Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą….
Wygląda na to, że największy stres, związany z inwestycjami drogowymi, da się jednak przeżyć. Myślę tu o przejeździe kolejowym w ciągu alei Wojska Polskiego i ul. 1 Maja.
Rogatki stanęły, dróżnicy dyrygują ruchem i ku powszechnemu zdziwieniu komunikacja Zatorza z centrum toczy się może nie śpiesznie, ale za to bez większych problemów. Problemem jest jak na razie rozbiórka starego wiaduktu, bo drogowcy trochę jak w słynnej „Rzepce” Tuwima:
Pocą się, sapią, stękają srogo,
Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!
Na szczęście wygląda na to, że dzisiaj w godzinach wieczorno-nocnych wiadukt zostanie zdemontowany i pójdzie na zasłużony odpoczynek.
Pomimo sezonu urlopowego inwestycje miejskie są w dalszym ciągu numerem jeden medialnych doniesień. Powiedzmy szczerze – staramy się! Będą dodatkowe środki na inwestycje w sieć wodno-kanalizacyjną, otrzymamy unijne wsparcie na Park Centralny, wchodzimy w realizację kolejnych pięciu „Orlików”, rozpoczął się remont placu Jana Pawła, są chętni na budowę stadionu miejskiego, dogadaliśmy się co do kształtu kładki przez Jezioro Długie. Coraz bliżej jest też do największej inwestycji drogowej w mieście, czyli do budowy tras tramwajowych. Wszystkich chętnych do pogadania na ten temat zapraszam na jutrzejszy tj. czwartkowy wieczorny czat. Postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania, pod warunkiem, że będą merytoryczne i na temat.
Przeglądając informacje prasowe dotyczące miasta dostrzegam dziwną tendencję. Otóż, ilekroć dzieje się coś niedobrego – przewróciło się drzewo, ktoś naśmiecił i nie sprzątnął, zdarzył się wypadek – zaraz za informacją pojawia się słowo „urzędnik” lub jeszcze chętniej „urzędnicy”. To słowo-klucz. Najczęściej nie pisze się, że jest to pracownik tej czy innej firmy miejskiej, nie określa się go tytułem zawodowym, nie nazywa z imienia i nazwiska, tylko wrzuca do wspólnego worka – „urzędnik”. W tym worku można znaleźć sprzątacza ulic, inżyniera drogowego, dyrektora placówki kultury, jak i zapewne nauczyciela, który przestaje być pedagogiem, a zaczyna być urzędnikiem oświatowym do nauczania zintegrowanego.
Szkoda, bo przecież urzędnik to zawód zaufania społecznego; najczęściej jest dobrze wykształcony i przygotowany do wykonywania swojej profesji. Dlatego moje osobiste przemyślenia w tej sprawie sprowadzają się do refleksji: zapewne każdy może być pracownikiem urzędu lub jego jednostek, ale nie każdy może być urzędnikiem. Szanujmy urzędników!
W Radio o gospodarce wodno-ściekowej i inwestycjach
Dzisiaj w “Porannych pytaniach” Radia Olsztyn byłem gościem red. Krzysztofa Kaszubskiego. Rozmawialiśmy o uruchomieniu przejazdu kolejowego na al. Wojska Polskiego, gospodarce wodno-ściekowej, wypadku na budowie Centrum Wodno-Rekreacyjnego oraz o inwestycjach w Olsztynie. Aby wysłuchać audycji proszę kliknąć w poniższy link.
Poranne Pytania – Piotr Grzymowicz
Szklanka do połowy pełna
Świat od zawsze dzielił się na optymistów i pesymistów. O nas, Polakach, najczęściej mówi się, że jesteśmy pesymistami, by nie powiedzieć – urodzonymi malkontentami. W zdecydowanej większości nie dostrzegamy, że szklanka jest do połowy pełna – tylko, że jest do połowy pusta. Po prostu łatwiej nam się narzeka niż chwali; częściej też dostrzegamy negatywy i – niestety – o wiele rzadziej to, co jest pozytywne.
Pewnie czytający zdziwią się, skąd u mnie takie nietypowe refleksje? Już wyjaśniam – to efekt piątkowej (6.08.2010 r.) lektury listu internauty, podpisującego się inicjałami MM, który zamieściła „Gazeta Olsztyńska”.
Olsztyn oczami pana MM jawi się jak wizje legendarnego, białostockiego kandydata na prezydenta, nazwiskiem Kononowicz – nic nie ma i nic nie będzie!
Rozumiem, że z wiekiem wszystko, co związane było z naszą młodością – pięknieje, a to, co dotyczy dnia dzisiejszego – szarzeje i traci blask. Dlatego, zdaniem pana MM, Olsztyn kiedyś był metropolią, a dzisiaj jest zaściankiem. Kiedyś Las Miejski był czysty, jak woda w jeziorach, a w pochodach pierwszomajowych spiker nie nadążał wymieniać zakładów przemysłowych Olsztyna. A dzisiaj…? Dzisiaj mamy 10 sierpnia 2010 roku… – i to też jest zapewne dla pana MM smutne i pozbawione perspektyw!
Problem polega na tym, że Olsztyn ani nie był metropolią, ani nie jest zaściankiem. Jest na pewnym etapie swojego rozwoju, charakteryzującym się dynamicznymi inwestycjami miejskimi. Jeśli jeszcze dziś nie odczuwamy ich pozytywnych efektów, to jest to tylko kwestia najbliższych miesięcy. Jeżeli dziś możemy powiedzieć o Olsztynie, że jest rozkopany, zakorkowany i „bez oblicza”, to dlatego, żebyśmy za rok, może dwa, mogli powiedzieć, że jest przejezdny, dobrze skomunikowany i nowoczesny. Na czym ma polegać ta nowoczesność? Chociażby na tym, czego na co dzień nie widać – na dziesiątkach kilometrów gruntownie zmodernizowanej sieci kanalizacyjnej i wodociągowej (o skali niech świadczy koszt blisko 400 milionów złotych); na nowych, ważnych dla miasta ciągach komunikacyjnych (ul. Artyleryjska, al. Sikorskiego, al. Piłsudskiego, nowa sieć tramwajowa), a także na zagospodarowanych brzegach olsztyńskich jezior oraz zrewitalizowanych parkach i placach. To nie wszystko – przecież w przyszłym roku mieszkańcy otrzymają aquapark z pływalnią olimpijską, a w niedalekiej przyszłości stadion piłkarski z nową galerią handlową oraz nowoczesny Park Naukowo-Technologiczny.
Tak! To wszystko się dzieje! Tu i teraz!
Olsztyn to dzisiaj wielki plac budowy i jak na tego typu budowach bywa, dla każdego aktywnego znajdzie się miejsce pracy i szansa na związanie z miastem swojej przyszłości. To dlatego mieszkańców Olsztyna wciąż przybywa, a bezrobocie jest na poziomie średniej krajowej, pomimo iż województwo jest na końcu tego niechlubnego rankingu.
Trzeba dużo złej woli, by nie dostrzegać miastotwórczej rangi Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. To uniwersytet jest dzisiaj przyszłością Olsztyna! Nie przemysł, nie rolnictwo, ale właśnie znaczący ośrodek akademicki, kształcący blisko 40 tysięcy studentów, jest tym, czego Olsztyn dziś potrzebuje i co już w znacznym stopniu posiada.
Na Olsztyn musimy patrzeć realnie i przyrównywać go do miast naszej wielkości – Rzeszowa, Opola, Torunia. Nie mamy wpływu na to, gdzie lokują się centrale banków, choć jedna z nich z powodzeniem funkcjonuje w Olsztynie. Nie mamy wpływu na decyzje kolei i telekomunikacji, chociaż zabiegamy o modernizacje olsztyńskich dworców. Poza gestią władz miasta pozostają największe instytucje kultury, ale ich rozwój, zarówno artystyczny, jak i infrastrukturalny, nie jest zagrożony. Przeciwnie, niedługo zasiedlą nowe lub zmodernizowane siedziby. Przecież o tym się mówi, dyskutuje, pisze. Czyżby pan MM czytał w prasie tylko swoje listy?
Nie mam żalu do pana MM, że nie widzi tego, co się w Olsztynie robi dla jego mieszkańców przyszłości. Może to nasza wina zbyt małej promocji inwestycji, ale pytanie o to, czy władza nie opuściła Olsztyna, jest niestosowne. Zapewniam, że jest, że ciężko pracuje, a olsztyński „Titanic” nie tonie. Przeciwnie – opuścił strefę gór lodowych i nabiera prędkości!
PS. Ja także mam apel do młodzieży. Wyjazd z Olsztyna to odbieranie sobie szansy na udział w modernizacji Waszego miasta, to pozostawianie innym wpływu na jego przyszłość. To oddawanie pola tym, którym nigdy nic się nie podoba. Proszę, zacznijcie być optymistami, bo inaczej zaczniecie pisać listy… do gazet!
Po 50 latach na Leśnym

Środek wakacji i sezonu urlopowego, ale w ratuszu praca nie ustaje… W piątek zorganizowaliśmy spotkanie informacyjno-konsultacyjne z przedstawicielami rad osiedli i spółdzielni mieszkaniowych. Rozmawialiśmy o budowie sieci tramwajowej, jej oddziaływaniu na środowisko, o lokalizacji przystanków i wielu szczegółach. Nasz główny konsultant odpowiadał na pytania, m.in. wyjaśniał, dlaczego planowana trasa tramwajowa wiedzie tymi, a nie innymi ulicami. Padło też istotne pytanie, co ze zgłoszonych uwag ma szansę być uwzględnione… Myślę, że wiele.
Z innych ważnych spotkań minionego tygodnia muszę odnotować rozmowę z grupą inicjatywną Rady do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn. Przymierzamy się do powołania w Olsztynie pełnomocnika ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, jak też i samej rady, dlatego ustaliliśmy, że następne spotkanie, za miesiąc, będzie już inauguracyjnym, a wszelkie formalności (regulamin, program działania, skład osobowy itp.) zostaną do tej pory załatwione.
Najwięcej szumu medialnego towarzyszyło jednak wizycie sławnego przed laty trójskoczka Józefa Schmidta (tak podpisywał się zbieraczom autografów), który 50 lat temu ustanowił w Olsztynie na Stadionie Leśnym rekord świata fenomenalnym wówczas wynikiem 17,03 m. To był skok! Wcześniejszy rekord Olega Fiedosiejewa poprawił aż o 33 cm!
Z panem Józefem spotkaliśmy się w czwartek, w ratuszu. Towarzyszyła mu żona Łucja oraz grupa olimpijczyków z różnych lat. Były wspomnienia i mowa o odbudowie Stadionu Leśnego oraz o trudnym problemie finansowania tego przedsięwzięcia. Pan Józef powiedział mi, że dzisiaj, gdy jest już emerytem jego hobby to nie sport, lecz dom i działka. My jednak pamiętamy co zrobił dla promocji Olsztyna. Za ogromne zasługi w rozsławianiu naszego miasta – bo gdy mowa o rekordzie świata Schmidta zawsze pojawia się słowo Olsztyn – za ogrom wzruszeń, jakich wtedy i później dostarczał swoimi sportowymi występami, Rada Miasta przyznała sławnemu trójskoczkowi tytuł Honorowego Obywatela Olsztyna. Ogłoszenie tego faktu i wręczenie stosownego dyplomu odbyło się na terenie dawnego Stadionu Leśnego w 50. rocznicę fenomenalnego skoku – właśnie w czwartek 5 sierpnia, podczas szóstego już festynu sportowo-integracyjnego „Przywróćmy blask Stadionowi Leśnemu”.
Imprezą towarzyszącą festynowi była VI Spartakiada Amazonek. Przyjechały na nią panie z różnych stron Polski; przyjechały pokazać, że potrafią walczyć. Zawsze patrząc na ich zmagania podziwiam towarzyszącą im wiarę w zwycięstwo, wolę życia, hart ducha i zazdroszczę rozpierającej je energii. Jestem przekonany, że to od amazonek powinniśmy uczyć się radzenia sobie w trudnych, dramatycznych momentach życia.
I wiem jeszcze jedno - to one – amazonki przywracają prawdziwy blask Stadionowi Leśnemu.
Powrót do góry ↑
Szklanka do połowy pełna









