Niedziela 8 czerwca 2014
0 0

Sobotnia gorączka

To była prawdziwa „sobotnia gorączka”. Pierwotnie chciałem napisać – „gorączka sobotniej nocy”, ale przecież sobotnie atrakcje towarzyszyły nam od samego rana. Wystarczyło zerknąć w program weekendowych wydarzeń, by wiedzieć, że „będzie się działo”. No i co tu dużo mówić – działo się rzeczywiście. Po raz pierwszy w tym roku – i jestem przekonany, że nie po raz ostatni – olsztynianie mieli wręcz nadmiar propozycji spędzenia wolnego czasu. To rodziło małe frustracje: gdzie pójść, co obejrzeć, w czym uczestniczyć… Ale na szczęście pogoda była taka, że gdzie by się nie poszło, wszędzie było przyjemnie.

Mój sobotni „prezydencki program obecności” zacząłem od szachowych mistrzostw przedszkolaków, a skończyłem galą taneczną Międzynarodowego Turnieju Tańca XXI Olsztyn Ray Rose. W międzyczasie wziąłem udział w pożegnalnych uroczystościach biskupa Jacka Jezierskiego, który został biskupem elbląskim, w Festynie Rodzinnym na ul. Wańkowicza, w jubileuszowych V Dniach Ulicy Wilczyńskiego, festynie na Likusach z okazji Dnia Dziecka i obejrzałem wyścigi uliczne Night Power. Niestety, zabrakło mi czasu na Mistrzostwa Polski w Pływaniu oraz na kończący rozgrywki piłkarskie mecz Stomilu.

Sobota była już drugim dniem Mistrzostw Polski w Pływaniu – pierwszego dnia miałem przyjemność uczestniczyć w inauguracji zawodów i w pożegnaniu Otylii Jędrzejczak. To wspaniała zawodniczka, która przez lata dostarczała nam wielu sportowych radości, a także bardzo miła i skromna osoba. Odnoszę wrażenie, że sukcesy sportowe z jednej strony dodają  pewności siebie, ale z drugiej uczą pokory wobec zmienności losów – tych sportowych i tych życiowych. Zapewne najwięcej na ten temat mógłby powiedzieć nasz „wielki samotnik” – kapitan Tomasz Cichocki.

Ta zmienność losów dotknęła także piłkarzy Stomilu Olsztyn. To smutne, że drużyna ta żegna się z I ligą. Niektórzy mówią, że nie wszystko stracone, bo być może nie wszystkie kluby potwierdzą udział w rozgrywkach, a wówczas jest szansa na pozostanie Stomilu wśród zespołów bezpośredniego zaplecza Ekstraklasy. Nie ukrywam, choć dotychczas nie chciałem mówić o tym zbyt głośno, że osobiście włożyłem dużo wysiłku, żeby zapewnić zespołowi ekonomiczne warunki funkcjonowania w I lidze – i z tego co wiem, są one dobre. Uważałem, że to podstawa do budowania dobrych wyników i dobrej atmosfery w klubie. Niestety, okazało się, że to jednak za mało. Oczywiście, znajdą się tacy, którzy winę zrzucą na stadion. Robię wszystko, chociaż nie jest to łatwe, żeby Stomil miał dobry obiekt do treningów i meczów, ale przecież to nie stadion gra, lecz piłkarze. To oni są głównymi aktorami każdego meczu i nic tego nie zmieni. A stadion? Co prawda w innym miejscu, ale będzie.

Zapewne sytuacja Stomilu będzie jeszcze wielokrotnie omawiana i wiele życzliwych mu osób, szukając najlepszych rozwiązań, pochyli się nad jego sytuacją. W tym sensie wczorajsza „sobotnia gorączka” nie ominęła Stomilu i zapewne jej syndrom potrwa jeszcze kilka tygodni.

Oceń post
Ocen: 0
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup