Czwartek 8 października 2015
6 1

Nie warto się czepiać

Każde logiczne działanie, niezależnie w jakiej dziedzinie życia, powinno być nakierowane na końcowy efekt. To ten szczęśliwy lub mniej szczęśliwy finał  decyduje o tym,  czy dane działanie jest skuteczne i sensowne. Kiedy przystępowaliśmy – po blisko półwiekowej przerwie – do wprowadzania na ulice Olsztyna  tramwaju, było dla nas jasne, że nie chodzi o chwilowe błyśnięcie nowinką techniczną, ale o docelowe, systemowe rozwiązanie problemu komunikacji w mieście. Dlatego też od początku mówiłem, że „projekt tramwajowy” jest projektem perspektywicznym i będzie realizowany także w latach przyszłych. O zaletach transportu tramwajowego pisałem już tak dużo, że nie będę ich przypomniał. Jedno jest pewne – powrót tramwaju do Olsztyna to cywilizacyjny skok w XXI wiek. Żeby jednak odczuć prawdziwą przyjemność z jazdy po tramwajowych szynach, musi ich być więcej, czyli powinna to być przyjemność powszechnie dostępna.

Kierując się tymi przesłankami podpisałem wczoraj (7.10.) umowę na opracowanie dokumentacji projektowej nowych linii tramwajowych. Kilka parametrów wyjściowych już znamy, bo wynikają one z naszych wcześniej opracowanych dokumentów strategicznych, ale też i kilka niewiadomych jest do rozstrzygnięcia. Wiemy, że tramwaj powinien połączyć Pieczewo z fabryką Michelin i dworcami PKP i PKS. Do gruntownej analizy pozostaje koncepcja projektowa wprowadzenia tramwaju na Zatorze przez wiadukt im. Powstańców Węgierskich 1956 roku, czyli most przy rondzie Bema. Przetarg wygrało, znane już z projektowania w Olsztynie, gdańskie Biuro Projektów Budownictwa Komunalnego S.A., wyceniając swoją pracę na 4 243 500 zł. Cały proces projektowania powinien zakończyć się wydaniem ZRID-u, czyli Zezwolenia na Realizację Inwestycji Drogowej, w kwietniu 2017 roku.

Ta data powinna uspokoić wszystkich, którym wydaje się, że po jednych tramwajowych wykopkach zaraz zaczną się drugie. Nic z tych rzeczy. W optymalnych wariantach czasowych rozpoczną się one dopiero w drugiej połowie 2017, a więc będziemy mieli wystarczająco dużo czasu na regenerację sił i… pokochanie „naszego” tramwaju.

Bowiem tramwaj już tak ma, że nie warto się go czepiać, ale warto kochać. A on? Na pewno się odwdzięczy!

Oceń post
Ocen: 7
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup