Niedziela 22 listopada 2015
1 0

Pięćdziesiąt lat później

Przeniesienie w czasie to częsty zabieg stosowany w filmach. Pozwala utrzymać ciągłość akcji, jednocześnie zmieniając scenerię oraz otoczenie cywilizacyjne i technologiczne. Jako mieszkańcy Olsztyna znajdujemy się w nieco podobnej sytuacji. Od czwartku 19 bm. jesteśmy na ostatnim etapie przenoszenia się w czasie!

Pięćdziesiąt lat temu ulicami naszego miasta przejechał ostatni – tak przynajmniej wówczas sądzono – tramwaj, a ówczesne władze bardzo gorliwie przystąpiły do likwidacji torowisk. Wydawało się, że Olsztyn bezpowrotnie stracił ten lubiany środek lokomocji, wtopiony w jego architektoniczny pejzaż nieomal pod początku XX wieku. Trudno to precyzyjnie ocenić, ale wydaje się, że żal po tramwaju i sentyment do tego  środka lokomocji towarzyszył nam przez cały czas. Tramwaj był obecny w świadomości i historycznej tożsamości miasta. Pięćdziesiąt lat temu zabrano nam coś, co stanowiło o kolorycie Olsztyna i poprawiało jego wizerunkową konkurencyjność. Czy nam się to podoba, czy nie, tak się w Europie złożyło, że obecność tramwaju wyznacza standardy cywilizacyjne, sytuując miasto na wyższej półce rozwojowej. Przez dziesiątki lat transport szynowy utrwalił się w naszej świadomości jako coś, co jest nowoczesne, szybkie i postępowe.

Marzeń nigdy nie warto porzucać. Dlatego marzenia o powrocie tramwajów na olsztyńskie ulice czekały na lepsze czasy blisko pięćdziesiąt lat – i doczekały się spełnienia. Pawlak z „Samych swoich” zwykł mówić w takich momentach: „nadejszła wiekopomna chwila”.  Otóż, rzeczywiście – nadeszła. Dokładnie pięćdziesiąt lat po ostatnim przejeździe „enki”, nazywanej tak od modelu pojazdu, w piątek 20 listopada 2015 roku olsztyński tramwaj znowu dojechał do Wysokiej Bramy, teraz jako „Solaris Tramino”. Po własnym torowisku i z własnym zasilaniem. Jechali nim m.in. ci, którzy odbywali ostatnią podróż tamtym, „starym” tramwajem, jak choćby Marian Jurak – znany olsztyński przewodnik i miłośnik historii Olsztyna, który przyznał się do tego faktu na swoim Facebookowym profilu. Rozumiem jego wzruszenie, bo to rzeczywiście szczególny moment widzieć, jak po pół wieku historia zatacza koło. Tym razem – koło tramwajowe.

Pierwsze jazdy testowe mają wskazać na torowisku miejsca wymagające poprawek. Bardziej doświadczeni od nas partnerzy z „Solarisa” tłumaczą, że przy tak potężnej inwestycji jest to normą, niezależnie w jakim mieście czy kraju to się dzieje. To trochę jak z robotą krawca. Mamy precyzyjny projekt garnituru, jesteśmy wymierzeni od stóp do głów, ale przymiarka jest jednak nieodzowna. Tu trzeba trochę popuścić, tam podebrać, potem jeszcze raz przymierzyć i… gotowe. Można ruszać w miasto!

Ważne przy tym, żeby nie ruszać… kieszeni! Na szczęście nam to nie grozi.

Na koniec – zaproszenie. O tym, jak może wyglądać podróż tramwajem „pięćdziesiąt lat później”, będzie się można przekonać już 6 grudnia podczas  „Mikołajkowego Dnia z olsztyńskim tramwajem”. Zajezdnia tramwajowo – autobusowa przy Kołobrzeskiej czeka na dzieci i dorosłych.

Oceń post
Ocen: 1
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup