Czwartek 26 czerwca 2014
0 0

Absolutnie!

Taka sesja zdarza się raz w roku i zawsze stresuje każdego prezydenta, burmistrza czy wójta. Myślę tu o wczorajszej sesji absolutoryjnej. To przecież zamknięcie i skwitowanie całego roku pracy samorządowej. Nie będę pisał, że się nie denerwowałem, ale przyznam, że w mojej karierze samorządowca bywały dużo bardziej stresujące momenty. Powód mego spokoju na sesji był dość oczywisty – Olsztyn naprawdę osiąga dobre wyniki, a sytuacja ekonomiczna miasta jest stabilna i niczym nie zagrożona. Nadwyżka w budżecie, niskie zadłużenie, dobra opinia Regionalnej Izby Obrachunkowej. Potwierdzają to także ogólnopolskie rankingi, o których pisałem wcześniej. Nie oznacza to, że nie mamy problemów, bo ma jej każdy samorząd. Oznacza jedynie tylko to, że ich rozwiązywanie nie jest zagrożone. Myślę, że nasi radni, wbrew niektórym publicznie wygłaszanym opiniom, nie mieli żadnych powodów, żeby mi takiego absolutorium nie udzielić. To, że niektórzy głosowali przeciw udzieleniu absolutorium tłumaczę względami politycznymi, a nie merytorycznymi. No cóż, mamy przecież rok wyborczy….

LV (pięćdziesiąta piąta) sesja – „absolutoryjna” – Rady Miasta Olsztyna z pewnością była bardzo ważnym wydarzeniem tego tygodnia. Ale równie ważnym, jeśli nie ważniejszym, było pierwsze absolutorium na Wydziale Nauk Medycznych naszego uniwersytetu. Na tę chwilę czekaliśmy sześć lat, ale marzyliśmy o niej o wiele, wiele dłużej. Tym marzeniem była „własna medycyna!” Nie da się ukryć, ze posiadanie własnego kierunku kształcącego lekarzy, to swoiste ukoronowanie uniwersyteckości Olsztyna i prawdziwa perła w uczelnianej koronie. To także marzenie każdego znaczącego ośrodka akademickiego i każdego miasta – stolicy regionu, a takim jest przecież Olsztyn. Wiadomo, że nie wszystkim udaje się takie marzenie zrealizować, ale nam – tak! Nam się to udało.

Pierwsze lekarskie absolutorium na naszej uczelni ma szczególne znaczenie, albowiem buduje nowe pojęcie – „lekarz po studiach… w Olsztynie!”. Duma z miejsca ukończenia studiów zawsze była silna w środowisku medyków i gdy uczestniczy się w rozmowach lekarzy, dobrze widać z jaką atencją mówią o uczelni, którą skończyli, podkreślając, że są „po Gdańsku” , „Białymstoku” czy „Warszawie”. Od dzisiaj  do tego zestawu pojęć dojdzie jeszcze jedno – „jestem po Olsztynie”. I mam nadzieję, że już niedługo to stwierdzenie będzie nie tylko źródłem osobistej dumy lekarza, ale także powodem zazdrości jego koleżanek i kolegów. Wierzę, że olsztyński dyplom lekarski będzie swoistym paszportem wiedzy, kompetencji i etosu tej niezwykłej profesji. Czy wierząc w to nie jestem zbytnim optymistą? Nie. Absolutnie!

Oceń post
Ocen: 0
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup