Niedziela 14 lutego 2016
6 1

Dobry punkt

Przyjazna przestrzeń publiczna to jeden z  najistotniejszych czynników rozwoju miasta, dlatego już miesiąc temu skorzystałem z zaproszenia do dyskusji w bardzo interesującym kongresie „4Design Days”, który się odbył w Katowicach w drugiej połowie minionego tygodnia.

Kongres jest największym w tej części Europy wydarzeniem związanym z rynkiem nieruchomości, architektury, wnętrz i wzornictwa. Dla mnie szczególnie ważna była debata na temat przestrzeni publicznej i najnowszych tendencji urbanistycznych. Nie ukrywam, że zaproszenie mnie do udziału w tej debacie w charakterze jednego z panelistów potraktowałem przede wszystkim jako wyróżnienie Olsztyna za przemiany w nim się dokonujące. To, że nasze miasto pozytywnie się zmienia jest coraz bardziej widoczne i dlatego jestem co i rusz proszony o podzielenie się refleksjami na ten temat. Na takich spotkaniach staram się także chłonąć to, czym żyją współczesne miasta i jak rozwiązują swoje problemy. Z tego wyjazdu mam również sporo ciekawych spostrzeżeń do podzielenia się z moimi współpracownikami.

Jednak katowicki kongres „4Design Days” był wydarzeniem dość odległym od spraw lokalnych. A lokalnie, przynajmniej w tym tygodniu, Olsztyn żył zupełnie innym tematem – piątkową manifestacją kibiców „Stomilu”. Niezależnie od pozytywnych rozstrzygnięć, jakie zapadły w ostatnim czasie w kwestii przyszłości klubu, kibice postanowili pokazać swoją determinację w walce o jego przyszłość, organizując „marsz na ratusz”.

Wiele osób pytało mnie, co w kontekście ostatnich pozytywnych decyzji sądzę o tej sytuacji? Odpowiadałem, że jest to dość niebezpieczne dla wizerunku klubu, bo ulica nigdy nie była dobrym miejscem do prowadzenia dialogu. Dodawałem, że nie chciałbym też, by przebieg zgromadzenia miał wpływ na decyzję Rady Miasta w dyskusji o przesunięciu środków na szkolenie „stomilowskiej” młodzieży. Dziś wiem, że manifestacja była spokojna, chociaż głośna i sądzę, że nie przyniosła wizerunkowych szkód „Stomilowi”. Pokazała, że klub ma nie tylko wiernych, ale też i zdyscyplinowanych kibiców.

Nie jestem zwolennikiem demonstrowania kibicowskich uczuć w ten sposób, jednak na zachowanie fanów klubu patrzę z dozą szacunku i optymizmem. Najbardziej cieszy mnie, że próbują „brać sprawy w swoje ręce” zbierając pieniądze oraz organizując się w stowarzyszenie „Socios Stomil”, stawiające sobie za cel szukanie sponsorów. To wyraźna i przyznaję, że oczekiwana przez mnie zmiana jakościowa. „Stomil”, jeśli chce dalej funkcjonować, bezdyskusyjnie potrzebuje zewnętrznych partnerów i to głównie ze sfery biznesu, a nie samorządu. Będę szczęśliwy, jeśli klub będzie sprawnie zarządzany, będzie osiągał dobre wyniki sportowe i miał stabilne zaplecze sponsorskie. To jednak wymaga wysiłku i wyrzeczeń. Od wszystkich. Postawa „my kochamy klub, więc niech miasto go utrzymuje” nie przetrwa dłuższej próby czasu. Odnoszę jednak wrażenie, że ten pogląd podziela – na szczęście – coraz większa grupa zdroworozsądkowych kibiców „Stomilu”, co jest dobrym punktem wyjściowym do myślenia o przyszłości tego klubu.

Oceń post
Ocen: 7
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup