Czwartek 3 lipca 2014
0 0

List otwarty

Ludzie listy piszą i to jest piękna tradycja. Niestety, nie zawsze są one zrozumiałe, mimo iż często występują z przymiotnikiem „otwarty”. Właśnie taki otwarty, a niezrozumiały list otrzymałem od Olsztyńskiej Izby Budowlanej. Powiem więcej – mojej Izby Budowlanej, bo przecież nic nie zmieni faktu, iż jestem inżynierem budownictwa i dużą część mojego zawodowego życia spędziłem na budowach.

Moi zawodowi koledzy zarzucają mi, że nie dbam o pracowników firm budowlanych i ich rodziny. Wydają się nie mieć świadomości, że jako prezydent miasta muszę dbać o wszystkich mieszkańców i staram się to robić jak najlepiej. Nie mogę jednych grup zawodowych wyróżniać tylko dlatego, że o to proszą właściciele firm, w których ci pracownicy są zatrudnieni. To obowiązek właścicieli i managerów firm i nikt ich z tego nie zwolni, ani nie zastąpi – nawet jeśli jest prezydentem miasta. Dodam, że w obecnych uregulowaniach prawnych nie ma nawet na to możliwości.

Co rzeczywiście może samorząd w kwestii zamówień bądź zleceń, jest regulowane przez prawo zamówień publicznych. Nawet jeśli jest ułomne, to jednak jest! Regulacje dotyczące tak powszechnie krytykowanej w przetargach najniższej ceny mają umocowanie w prawie wspólnotowym i rozstrzygnięciach sądowych. Sugerowanie, że specyfikacje przetargowe powinny zawierać dodatkowe zapisy, preferujące przedsiębiorców lokalnych, jest nakłanianiem jeśli nie do przestępstwa, to z pewnością do obchodzenia prawa.

Kolejny poruszany w liście aspekt, to inwestycje deweloperskie. Działalność deweloperska jest biznesem i nie można oczekiwać, że miasto jako wspólnota mieszkańców poniesie koszty, które powinny być wkalkulowane w te inwestycje. Nie chcemy też za pieniądze wszystkich olsztyńskich podatników wzmacniać suburbanizacji, tj. „rozlewania się” miasta poza swoje granice, która i tak jest coraz większym problemem, generującym koszty funkcjonowania samorządu.

Jaka jest zatem prawda o kondycji lokalnych firm budowlanych? Przygotowując się do odpowiedzi zajrzałem do danych statystycznych i okazało się, że w ostatnich latach ok. 80 proc. inwestycji realizowały firmy z lokalnego rynku budowlanego. Dużo jako główny wykonawca, część – jako podwykonawcy. Niektóre inwestycje deweloperskie realizują też firmy z regionu, ale robią to siłami naszych, olsztyńskich pracowników. W ramach wszczętych postępowań przez Gminę Olsztyn  w roku 2013 z 25 przetargów 22 wygrały firmy z Olsztyna i  woj. warmińsko – mazurskiego. To wszystko ma wpływ na realny rynek pracy i w efekcie bezrobocie sięga w mieście jedynie 8 proc. Realizacje, które trafiają w „obce ręce”, to w głównej mierze skomplikowane inwestycje komunikacyjne, które – jak podkreślają sami autorzy listu – wymagają „wyśrubowanych kryteriów”.

Stanowisko kolegów z Olsztyńskiej Izby Budowlanej mnie zasmuciło, więc na koniec chciałbym podzielić się kilkoma osobistymi refleksjami.

Chciałbym, żeby lokalne firmy budowlane przedstawiały dużą siłę realizacyjną. Byłbym dumny, gdyby wygrywały przetargi nie tylko w Olsztynie, ale również w Polsce oraz otrzymywały wyróżnienia za najlepsze realizacje. Cieszyłbym się, gdyby łączyły się w konsorcja i występowały wspólnie, łącząc możliwości kapitałowe, organizacyjne i wykonawcze. Na razie tym co je łączy jest list otwarty do prezydenta – emocjonalny, ale oparty na zafałszowanym obrazie.

Oceń post
Ocen: 0
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup