Czwartek 24 lipca 2014
1 0

No i popłynął…

Kapitan Tomasz Cichocki to postać nietuzinkowa i przynajmniej pod jednym względem godna naśladowania – w realizowaniu marzeń, bo przecież w życiu marzenia są najważniejsze.  „Żeby coś się zdarzyło, żeby mogło się zdarzyć, trzeba marzyć…” – pisał Jonasz Kofta i to chyba najlepsza ilustracja pasji Tomasza Cichockiego.

O opłynięciu kuli ziemskiej marzył od dawna, angażował przyjaciół i urzędy, w tym także nasz, i w końcu się udało. Popłynął i opłynął! Kiedy spotykały go dramatyczne morskie przygody, kiedy samotnie walczył z oceanem o życie, trzymaliśmy kciuki, żeby mu się udało. Dopłynął, napisał książkę i… ruszył ponownie. Mam satysfakcję, że dzisiaj w Gdańsku mogłem żegnać tego dzielnego i upartego człowieka, oddanego do końca swojej pasji, wypływającego w kolejny rejs dookoła świata.

W mojej młodości popularne było określenie „zew morza”. Trudno je było jednoznacznie zinterpretować. Dzisiaj, patrząc na Tomasza Cichockiego zrozumiałem, co nim kieruje i że jest to właśnie ów nieokreślony, niezrozumiały dla nas, „lądowych szczurów” – zew morza!

Panie Kapitanie! Będziemy śledzić Pana trasę i nasłuchiwać Pana relacji, gdzie w danej chwili Pan na swoim jachcie pruje fale, również pod olsztyńską banderą.

Życzymy szczęścia, trzymamy kciuki i… czekamy na wielki powrót do Olsztyna!

Oceń post
Ocen: 1
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup