Niedziela 17 lipca 2016
4 0

Sami swoi

Jutrzejsza data (18.07) z pewnością zapisze się w historii Olsztyna i regionu. Oto dojdzie do tradycyjnego wkopania pierwszej łopaty na budowie południowej obwodnicy Olsztyna, na jej kluczowym odcinku od węzła w Tomaszkowie do węzła w Wójtowie. To bez wątpienia bardzo ważne wydarzenie, na które niecierpliwie czekali zarówno mieszkańcy Olsztyna, jak i podolsztyńskich gmin. Źródłem niecierpliwości była niepewność, czy obwodnica w ogóle powstanie, a jeśli tak, to kiedy i w jakim wymiarze? Nie chcę przypominać długiej historii dochodzenia do tej inwestycji, wspomnę tylko walkę sprzed 3,5 roku o ujęcie obwodnicy w rządowym planie budowy dróg ekspresowych. To wówczas doszło do blokady ulicy Sielskiej i akcji protestacyjnej, polegającej na wysyłaniu do odpowiedzialnych ministerstw „obwodnicowych” kartek z życzeniami od mieszkańców Olsztyna – oraz do zamykania miasta dla tranzytu TIR-ów.

Te działania jednoczyły mieszkańców, a wywierana na rządzących presja sprawiła, że konieczność budowy południowej obwodnicy Olsztyna znalazła odbicie w odpowiednich dokumentach. To jednak nie zakończyło problemów, bo rok później pojawiły się kwestie związane z finansowaniem i koordynacją dróg dojazdowych oraz konieczność zdefiniowania, gdzie kończy się droga krajowa nr 16 (DK16), a gdzie S51 Olsztynek – Olsztyn. Było to o tyle ważne, ponieważ w przypadku drogi krajowej, przebiegającej w granicach gminy, gmina jest zobowiązana do partycypowania w kosztach jej budowy. Natomiast w przypadku drogi ekspresowej taka konieczność nie występuje. Ostatecznie wyszło na to, że droga ekspresowa S51 skończy się na węźle w Wójtowie, co przyniosło nam zrozumiałą ulgę i uchroniło budżet Olsztyna przed ogromnymi wydatkami. Kończąc ten wątek dodam, że droga jeszcze nie powstała, ale jak widać ma już bogatą historię.

Jutro symboliczny, pierwszy dzień budowy tego, jak wspomniałem, kluczowego fragmentu obwodnicy – planowany koniec to jesień 2018 roku. Czy to znaczy, że wszystkie kłopoty z powstawaniem południowej obwodnicy są już za nami? Chyba jeszcze nie. Bo chociaż zmienił się rząd i polityka drogowa, znowu słyszę, że jest jakiś problem, tym razem z około stumetrowym odcinkiem powiązania węzła z drogą dojazdową, będącą przedłużeniem obecnej ulicy Pstrowskiego. Trochę to przypomina spór o miedzę, tyle że tym razem jest to niechciany kawałek ziemi i chodzi o to, kto ją weźmie do swojej inwestycji. Jeszcze niedawno było pewne, że będzie to zakres prac objętych inwestycją Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, stanowiący ułamek procenta całej budowy, ale dziś po stronie naszych partnerów pojawiły się wątpliwości.

Wkopanie pierwszej łopaty będzie dobrą okazją do porozmawiania na ten temat z ministrem Jerzym Szmitem. Mam nadzieję, że w kontekście rozwoju zawsze bliskiego naszym sercom Olsztyna, także tym razem  duch „samych swoich” zwycięży i pokonamy również tę trudność.  

Oceń post
Ocen: 4
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup