Niedziela 24 sierpnia 2014
0 0

Przygotuj się na najgorsze

Czas wyborów, a więc co i rusz wraca dyskusja o partycypacji społecznej. Tematem dyżurnym jak zwykle są konsultacje. Chwilami odnoszę wrażenie, że jeżeli ktoś ma odmienne zdanie niż przyjęte rozwiązanie, to jest to widomy znak, że konsultacji… nie było. Bo przecież gdyby były, to jego racja by zwyciężyła. Nie chcę mówić, że w kwestiach konsultacji nie popełniamy błędów, że nie zdarzały nam się potknięcia, ale też konsultacje to temat stosunkowo młody i wszystkie samorządy się go uczą. My też. I jesteśmy raczej pilnymi uczniami…

Nie zgodzę się jednak, że konsultacji jest za mało. Sądzę, że problemem jest to, iż są przeciągane, a niektóre, przekonsultowane wydawałoby się i zamknięte, tematy wracają ponownie. Myślę jednak, że konsultacje są coraz powszechniejszą formą wypracowywania decyzji, a dobrym przykładem jest Olsztyński Budżet Obywatelski.

Trochę o tym zapominamy, ale budżet obywatelski – poczynając od pierwszych, sopockich doświadczeń – jest formą konsultacji i partycypacji społecznej w procesach decyzyjnych, związanych z budżetem gminy. Zgodnie z przyjętymi zasadami, to mieszkańcy proponują i wskazują, na co mają być wydane gminne pieniądze, a rozsądne władze każdej gminy to honorują i szanują. Można powiedzieć, że jest to dość szczególna forma umowy społecznej. Ci „Kowalscy”, którzy twierdzą, że niektóre projekty nie powinny znaleźć się w propozycjach, bo powinny zostać realizowane w ramach zadań własnych gminy, mylą się zasadniczo! OBO to jest ten sam budżet i te same zadania danego samorządu, a nie jakieś inne, pozabudżetowe pieniądze. Jednym z kryteriów realizacji projektu jest właśnie to, iż mieści się on w zadaniach gminy – na tym polega partycypacja. I dlatego budżet obywatelski należy rozpatrywać w kategoriach konsultacji społecznych.

Wydaje się, że mieszkańcy to zrozumieli i w tegorocznej edycji, porównując do roku ubiegłego, wniosków jeszcze przybyło. Z informacji, jakie do mnie dotarły, wynika, że są też lepiej przygotowane i odpowiadają rzeczywistym potrzebom olsztynian. OBO to taka trochę samonapędzająca się maszyna. Jeżeli mieszkańcy widzą, że ich projekty są realizowane – a są! – to tym chętniej składają nowe. I nawet jeśli przeważają naprawy chodników, to skoro zostały wskazane przez mieszkańców, należy to uszanować i… zrealizować!

Myślę, że nawet ci, którzy tak chętnie używają oręża braku konsultacji, wiedzą o tym bardzo dobrze, bo często sami brali w nich udział. Ale cóż – premier ogłosił i nie ma wyboru – wybory samorządowe będą!

Przed nami czas negacji i abstrakcji, krytykanctwa i pomysłów od tzw. czapy. Patrząc na to, co już się dzieje i jak dla taniego poklasku wetujemy wszystko, co jest naszym wspólnym dorobkiem, mam chwilami ochotę zacząć promować ponadczasowe hasło wyborcze:

Idą wybory!? Przygotuj się na najgorsze!

Oceń post
Ocen: 0
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup