Niedziela 11 marca 2018
1 0

Nie-handlowa niedziela

Popularnym szlagierem wakacji 1939 roku była piosenka Mieczysława Fogga „Ta ostatnia niedziela”. Bardzo ładna, nostalgiczna…, ale refrenem zwiastująca nadchodzącą wojnę. W naszym przypadku „ta ostatnia niedziela” była tydzień temu… Dzisiaj była za to pierwsza – bez handlu. Atmosfery wojny nie wyczuwało się, więc wojny może i nie będzie, ale miasto poszarzało, ucichło i się wyludniło. Dla wielu plusem było być może to, że ulice  stały się nad wyraz przejezdne, bez korków i pieszych… Tylko siadać za kierownicę i śmigać!

Można powiedzieć, że pojawił się nowy wymiar niedzieli. Jego główną zaletą będzie z pewnością – między innymi, rzecz jasna – poprawa oglądalności telewizji, zwłaszcza publiczno-narodowej.

Wracając do wojny o handel – to już jej kolejna odsłona. Najpierw, w połowie ubiegłego wieku była wojna o wyrugowanie z naszej gospodarki handlu prywatnego, potem, wraz z reformą Balcerowicza – o jego przywrócenie. Niejedna potężna fortuna zbudowana została wówczas na materacu i tzw. szczękach… Młode pokolenie pewnie nie wie, o czym przed chwilą napisałem.

Obecnie, to znaczy od dzisiejszej niedzieli, mamy etap pośredni, typu „tak, ale…”. Co warunkuje to „ale” najlepiej wie rząd, który pozwala handlować w niedzielę prywatnemu sklepikarzowi, wszakże pod warunkiem, że będzie to czynił wyłącznie samodzielnie. Znowu jak w refrenie piosenki, tym razem „Czerwonych Gitar”: „Ale za to niedziela, ale za to niedziela, niedziela będzie dla nas!” – nucą zapewne właściciele małych sklepików.

Jaki będzie kolejny etap wojny o handel, trudno przewidzieć, ale sądzę, że się jeszcze nie skończyła, bo nasza skłonność do wojaczki jest powszechnie znana.

Wnioskuję tak dlatego, gdyż w walce o handel wraca stary wypróbowany oręż – donos. Znalazłem informację, że osoby zaniepokojone tym, że jakaś placówka prowadzi działalność w niedzielę, mogą złożyć doniesienie do Państwowej Inspekcji Pracy. Jak zwykło się mówić: „Ktoś musi nie spać, żeby spać mógł ktoś”. Dlatego pracownicy PIP przez całą bożą niedzielę muszą dyżurować i przyjmować doniesienia o nieprawym handlu. Wiadomo, że w takim dniu do supermarketu nie pójdą, ale… gdyby tak chcieli pójść do kościoła?

Czy to czegoś Państwu – z mojego pokolenie oczywiście, bo młodzież dopiero się uczy – nie przypomina? Ciekawe, czy owi sygnaliści, bo tak teraz mają się nazywać osoby donoszące władzy, będą wynagradzani, np. procentem od nałożonej kary? Wszak fortuny budowano nie tylko na materacach i „szczękach”, ale również dzięki donosom.

Podobno historia kołem się toczy – i niech tak będzie. Tylko po co zaraz kołem historii łamać kręgosłupy?

PS. Handlowa niedziela już za dwa tygodnie.

Oceń post
Ocen: 1
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup