Środa 13 czerwca 2018
2 0

…bo kazali

Starsi zapewne to pamiętają, młodsi już pewnie tego zjawiska nie znają, ale w historii komunikowania się władzy centralnej z tzw. dołami to, co dziś zdarzyło się w naszym ratuszu nazywano „niespodziewaną wizytą gospodarską”. Najpierw do zakładu pracy wjeżdżały kamery, a potem, w asyście najbliższych współpracowników, I sekretarz partii, z pytaniami typu: dlaczego jest tak źle, skoro miało być tak dobrze? Wszystko w błyskach fleszy i z natychmiastowym przekazem telewizji.

Wydawać by się mogło, że to już przeszłość, ale nie od dziś widać, że „stare wraca” – czego dowodem dzisiejsza wizyta w ratuszu posła na Sejm RP Jerzego Małeckiego. Towarzyszyli mu olsztyńscy radni z PiS oraz „jedynie słuszna” obstawa dziennikarska. Przecież nie od dziś wiadomo, że poseł do prezydenta miasta bez asysty dziennikarzy nie ma po co chodzić! Zwłaszcza, gdy poseł jest z PiS, a prezydent z „nie PiS”, zaś arogancja samorządowców jest powszechnie znana!

Przepraszam wszystkich Bogu ducha winnych parlamentarzystów za mój sarkastyczny ton, ale takie „niespodziewane wizyty” to naprawdę idiotyzm nie z tej epoki. Przy tym pana posła spotkał zawód, bo przebywam na urlopie i na nasze wspólne zdjęcie w rządowo-partyjnych mediach musi jednak poczekać. Najwyraźniej koledzy radni tego nie sprawdzili. A mogło być tak pięknie… .

Najbardziej kuriozalny wydaje się przy tym powód wizyty. Pan poseł pod moją nieobecność zostawił pisma, w których, korzystając z ustawy o wykonywaniu mandatu posła, domaga się ode mnie… podania listy członków rad nadzorczych i zarządów spółek komunalnych. Innymi słowy, chce wydrzeć mi słodką „tajemnicę”, którą średnio wykształcony asystent posła mógłby znaleźć w Internecie, na stronach każdej ze spółek! Podobnie oczekuje pan poseł wykazu umów zleceń i umów o dzieło, zawartych przez Urząd Miasta, mimo że są one dostępne na stronie Biuletynu Informacji Publicznej  (http://bip.olsztyn.eu/bip/dokument/322025/rejestr_umow_i_zobowiazan/). Rejestry tam podane są dokumentami otwartymi, w powszechnie znanym formacie .xls, umożliwiającym wyselekcjonowanie potrzebnych informacji.

Co jeszcze interesuje pana posła? Ano, tak ważne dla przyszłości Olsztyna informacje, jak lista obecności, na której podpisuje się prezydent. Prawdopodobnie panu posłowi doniesiono, że pracuję bardzo mało, albo i wcale – o czym zapewne przekonani są radni PiS, więc można domniemywać, że nie podpisuję listy obecności. To zaiste bardzo ważne zadanie przedstawiciela naszego parlamentu… Są też pytania o nagrody dla urzędników, bo przecież wszyscy powszechnie wiedzą, jak hojną mam rękę… Tylko że pan poseł zapomniał, iż działamy w reżimie ochrony danych osobowych, szczególnie przestrzeganych po wejściu RODO. Ale może o tym jeszcze niektórzy w Sejmie nie wiedzą?

Nie chcę dalej pastwić się nad pismami pana posła, bo jak wspomniałem, 75 proc. odpowiedzi jest już ogólnie dostępnych, a pozostałe wymagają czasu na opracowanie, ale trudno się w nich doszukiwać sensacji. Współczuję też dziennikarzom, że są traktowani tak przedmiotowo przez polityków. Ich bezzasadna obecność przy panu pośle pokazuje tylko – tu zacytuję radnego Rudnika – poziom „zblatowania”. 

Można zapytać: po co to wszystko? Odpowiedzi jest zapewne kilka: bo kazali, bo trzeba zaistnieć w mediach, bo idą wybory, bo Polska musi być nasza albo żadna… I – co smutne – wszystkie te odpowiedzi są prawdziwe.

Oceń post
Ocen: 2
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup