Środa 17 października 2018
1 0

Nie odmawiajmy prawdzie

To już ostatnie dwa dni przed ciszą wyborczą. Przyznam, że lubię ciszę wyborczą! Jest to wyjątkowy czas, pozwalający na chwilę odpoczynku, refleksji, ale w żadnym razie nie jest to czas spadku adrenaliny. To taki dziwny stan przejściowy, porównywalny z ciszą przed burzą. Wzbudza ciekawość, trzyma w napięciu, a doświadczając go wiemy, że nasz wpływ na nadchodzące wydarzenie już się skończył. Piszę o tym dlatego już teraz, bo kolejny wpis na blogu powinien znaleźć się w niedzielę, a pisanie i publikowanie podczas ciszy wyborczej to, jakby nie patrzeć, łamanie prawa.

Truizmem jest twierdzenie, że wybory to triumf demokracji i konstytucyjne prawo do organizowania otaczającej nas rzeczywistości według naszych oczekiwań, wyrażanych aktem głosowania. W moim pokoleniu wiemy, że nie zawsze było to takie oczywiste, a przez lata wybór był możliwy tylko spośród kandydatów wskazanych przez jedną, przewodnią partię. Mam nadzieję, że mimo różnych, mniej lub bardziej skrywanych zakusów, ten czas już nie powróci.

Także samorząd jako element demokratycznego systemu władzy pojawił się niecałe 30 lat temu, podczas pierwszych wyborów samorządowych 27 maja 1990 roku. Od tego czasu okrzepliśmy, zmądrzeliśmy i uwierzyliśmy, że coś może zależeć od nas. Tym czymś jest nasze życie, nasze środowisko, nasza przyszłość, nasza – jakby to nie zabrzmiało patetycznie – mała ojczyzna. Olsztyn!

Wybory to czas ocen i zapewnień. Oceny są, siłą rzeczy, krytyczne, a zapewnienia – optymistyczne i perspektywiczne. Niestety, to także czas „opowieści dziwnych treści”, obietnic bez pokrycia, rachunków bez kalkulacji (i często porachunków), testowania zdroworozsądkowego podejścia wyborców. Taki jest koloryt wyborów – i to się zapewne nie zmieni. Nasz wyborczy obowiązek, a każdy z nas jest wyborcą, to odsiewanie ziarna od plew, prawdy od kłamstwa, manipulacji od stanu faktycznego. Wynik wyborów pokaże, czy nam się to udało.

Nasz wyborczy obowiązek ma jeszcze jedną determinantę. To obowiązek pójścia do głosowania. Łatwo znaleźć usprawiedliwienie, dlaczego nie poszliśmy, ale warto pamiętać, że nie głosując może nam będzie bardzo trudno pogodzić się z tym, jakich wyborów dokonali inni. Dlatego proszę i zachęcam – pójdźmy do wyborów i spotkajmy się przy urnach.

To, że nasz los jest w naszych rękach – chociaż fraza ta brzmi jak slogan – to prawda mierzona głosami i frekwencyjnymi procentami. Dlatego nie odmawiajmy prawdzie! Głosujmy!

Oceń post
Ocen: 1
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup