Czwartek 26 lutego 2015
5 1

Lekcja obywatelskości

Na początek muszę zrobić zastrzeżenie – nie jestem przeciwnikiem wolnego handlu i zwolennikiem nadmiernej ingerencji w rynek. Przeciwnie, doceniam grę rynkową i pamiętam jak jej brak może rujnować gospodarkę. Piszę to w kontekście dzisiejszej decyzji Rady Miasta nie dopuszczającej do przystąpienia do uchwalania planu miejscowego dla kwartału położonego pomiędzy ulicami: Żołnierską, Obiegową, Kościuszki i Niepodległości. Wprowadzając ten punkt do porządku obrad chciałem wyjść naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców, mających nadzieję, że ich głos w sprawie zagospodarowania tego terenu będzie chociaż wysłuchany. Swoje stanowisko mieszkańcy przedstawili już półtora roku temu  a jego sens sprowadza się do stwierdzenia – nie chcemy na boisku byłego WSP kolejnego dyskontu, czy byłaby to „Biedronka” czy też „Lidl”.

Niechęć do dyskontów jest coraz bardziej widoczna, bo ich ekspansywna polityka powoduje znikanie z rynku małych, lokalnych placówek handlowych oraz zanik różnorodności formatów handlowych. W Olsztynie jest już 18 „Biedronek” i 4 „Lidle”, ale jak szeroka jest to inwazja może ilustrować przykład Trójmiasta, gdzie samych „Biedronek” jest już ponad 80. Polski rynek zalewany jest placówkami o identycznej, ograniczonej ofercie produktowej i cenowej. Nie ma co się oszukiwać - jest to zjawisko niekorzystne tak dla gospodarki, jak i dla konsumentów, którzy na dłuższą metę zostaną pozbawieni dostępu do szerokiej oferty produktów. Zubożony rynek i nierównomierny rozkład sił i wpływów to jednocześnie słabsza i zagrożona działaniami monopolistycznymi gospodarka.

Według ostatnich danych firmy Euromonitor International obroty sieci zajmujących się tzw. handlem ogólnospożywczym w 2014 r. wyniosły 177,2 mld zł, tyle samo co rok wcześniej. Jednocześnie wzrasta segment dyskontów i supermarketów, a spada  tradycyjnych sklepów i hipermarketów. Najbardziej, o ponad 10 proc., spadają obroty tradycyjnych sklepów. Z jednej strony to efekt spadku ich liczby o ponad 8 tys., ale też coraz częstszego kupowania w nich tylko produktów podstawowych, typu pieczywo czy wędliny.

Tyle dyskontowej ekonomi. Dla mnie ważniejszym było jednak  umożliwienie mieszkańcom współdecydowania, co ma być w sąsiedztwie miejsca ich zamieszkania. To jest ich niezbywalne prawo i zdejmując możliwość wszczęcia planu z porządku obrad, to prawo im zabraliśmy. A przecież w toku procedowania nad planem mogli uznać, że obiekt handlowy jest dobrym pomysłem, a już z pewnością inwestor miałby szansę na wyjaśnienie swoich zamiarów i racji. Tak się nie stało i szkoda. Rozumiem interes uczelni w sprzedaży tego terenu, ale więcej demokracji i konsultacji nikomu jeszcze nie zaszkodziło, że o ważnej lekcji obywatelskości - nie wspomnę.

Oceń post
Ocen: 6
Zobacz również:

Wasze komentarze (0)

scrollup